Pożytki z tłumaczeń

Po skończeniu anglistyki odeszłam trochę do swojego zawodu, jeśli bycie filologiem w ogóle można nazwać zawodem.;) Tak czy inaczej, nie pracowałam ani jako nauczyciel, ani jako tłumacz. Zajęłam się zupełnie innymi sprawami, chociaż angielski zawsze był w mojej pracy obecny. Był potrzebny i używany, jako język projektów, które  w tym czasie prowadziłam.

Od kilku lat nieustannie tłumaczę. Zajmuję się przede wszystkim tekstami marketingowymi, które trzeba przełożyć w jedną lub w drugą stronę. Niezwykłe jest dla mnie, jak dużo nowej wiedzy można czerpać z tej pracy. I nie chodzi tylko o poznawanie słów z dotychczas nieznanych dziedzin, chociaż i tu mam ciekawe przykłady.

Zaskakujące chociażby, jak bardzo ostatnio zapadło mi w pamięć angielskie określenie na dziecięce porażenie mózgowe, czyli cerebral palsy. Nie znałam wcześniej tego wyrażenia. Musiałam je znaleźć na potrzeby tłumaczenia tekstu o produktach dla uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi. Nie używam go na co dzień i wykorzystałam je w zaledwie jednym tekście. Jeśli jednak obudzicie mnie w nocy o północy i zapytacie, jak po angielsku mówimy na dziecięce porażenie mózgowe, odpowiem bez pudła.;)

Jakiś czas temu robiłam tłumaczenie dla zaprzyjaźnionego Brytyjczyka. Tekst dotyczył bezpieczeństwa i higieny pracy na stanowisku elektromontera linii napowietrznej. Pomijam fakt, że musiałam zapoznać się ze słownictwem dotyczącym instalacji energetycznych niskiego i średniego napięcia. Z tekstu dowiedziałam się, że w pracy elektromontera ryzykiem zawodowym, które występuje znacznie częściej niż porażenie prądem, jest pogryzienie przez psa.

Moje najnowsze odkrycie, zaczerpnięte z tłumaczonego tekstu, dotyczy języków. Sporo ostatnio tłumaczyłam na temat metody Alfreda Tomatisa. Mój klient, Young Digital Planet, wprowadził na rynek nowy produkt, oparty na tej metodzie. Z tej okazji odbywały się spotkania i konferencje dla terapeutów i nauczycieli. Z jednego z tekstów, tłumaczonych na potrzeby szkolenia, dowiedziałam się, że każdy język ma swój własny, charakterystyczny zakres częstotliwości.

Dźwięki języka niemieckiego zawierają się w przedziale 125 do 3000 Hz, a włoskiego – 2000 do 4000 Hz. Znaczy to, że Niemiec, mówiąc w swoim ojczystym języku, operuje na niskich częstotliwościach, a Włoch – na znacznie wyższych. Język rosyjski natomiast to bardzo szerokie spektrum, od 125 do 12000 Hz. Według teorii Tomatisa różnice te mogą być przyczyną problemów z przyswajaniem języków obcych. Ucho ludzkie jest bowiem naturalnie „dostrojone” do częstotliwości języka ojczystego. Dźwięków języka obcego, dla którego charakterystyczne są niższe lub wyższe częstotliwości, może po prostu nie słyszeć.

Cieszę się, że przy okazji spędzania długich i czasem bolesnych 😉 godzin nad tekstem, mogę dowiedzieć się takich fascynujących rzeczy. Obiecałam sobie, że najciekawsze perełki będę zapisywać, ale w ferworze pracy czasem o tym zapomniam.Te trzy na pewno zostaną w pamięci. 😉