Szewc

Jak mawiają, szewc bez butów chodzi. Nie po raz pierwszy dochodzę do wniosku, że jest w tym stwierdzeniu wiele prawdy. Co gorsza, stwierdzam, że sama jestem w gronie pozbawionych obuwia szewców. Czas położyć temu kres!

Pisanie bloga jest zajęciem przyjemnym, satysfakcjonującym i dowartościowującym. Bloger, który zdobył rzeszę czytelników, może czuć się spełniony. Przekazuje treści. Wartościowe, ciekawe, zabawne, pouczające. Ktoś to czyta. Mało tego, ktoś to komentuje. Czasem nawet udostępnia. Szczytem szczęścia jest zaproszenie na branżową imprezę blogerską.

Pisanie bloga jest też jednak zajęciem odpowiedzialnym. Czytelnicy zaangażowani w obserwowanie bloga czekają na kolejne wpisy. Są rozczarowani, jeśli długo nie ma nowych treści. Mogą czuć się zaniedbani i zlekceważeni. Przestaną śledzić bloga. Przestaną go czytać. Czy tego właśnie chce autor? No, niekoniecznie.

Moja refleksja na temat szewca dotyczy właśnie bloga. Codziennie piszę dla innych. Od rana do nocy. Dla siebie – nie piszę. Od pół roku! Dlaczego? Wymówka o braku czasu nasuwa się sama. Jednak czy tak banalny powód może być usprawiedliwieniem? Nie! Dlatego zabieram się do roboty i za pisanie kolejnego postu.

A tymczasem, by udowodnić Wam, drodzy Czytelnicy, że nie do końca próżnowałam, zapraszam na blog zaprzyjaźnionej agencji You’ll marketing & branding. U nich ostatnio pisywałam. 🙂